powrót

   
 

  
LEGENDA O KRÓLEWICZU

/Opowiedziałą Franciszka Golonka/

Istnieje kilka legend związanych z Młynnem. Oto jedna z nich. Posłuchajcie!
Dawno, dawno temu nad rzeką  Łososiną były duże mokradła. Pewnego razu, około północy, przejeżdżął  gościńcem karetą młody królewicz ze swoją służbą.  Powóz był zaprzężony w dwa rumaki i pięknie ozdobiony. Droga była kręta. Mnóstwo ostrych zakrętów utrudniało jazdę. Nagle zerwała się silna burza. Na niebie pojawiły sie błyskawice. Słychać było grzmoty. Przerażone konie przyspieszyły. Na zakręcie cały powóz runął w dół do pobliskiego mokradła. Nikt nie ocalał.
Od tej pory słychać było w tym miejscu około północy jakieś odgłosy i jęki, widać było światełka. Ludzie bali się tamtędy chodzić. Z czasem mokradła osuszono i wykorzystane zostały przez rolników, ale po dużej burzy słychać tam jeszcze dziwne pojękiwania. Nie wiadomo czy to wiatr, czy możę...

 

PODANIE O BRZOZIE NA MAKOWICY
/Opowiedział Tadeusz Wójtowicz/

Na szczycie góry Makowicy jest małe jeziorko, na środku którego rośnie brzoza. Kiedyś dawno temu tamtejsza wioska należała do okrutnego i niesprawiedliwego właściciela ziemskiego o nazwisku Kaczorowski. Wiele krzywd wyrządził on  chłopom. Złorzeczyli więc na niego i przepowiadali, że Pan Bóg nie dopuści, żeby był pochowany w poświęconej ziemi. Gdy ów pan zmarł, woźnica wiózł trumnę z jego ciałem do kościoła przez Makowicę . Kiedy znaleźli się na szczycie góry, nagle wóz z trumną zapał się pod ziemię i zalała go woda. Tylko czubek dyszla wystawał ponad powierzchnię jeziorka. Głos z głębin ostrzegał, żeby nie wykopywać trumny, bo woda zaleje całą miejscowość. 
Brzoza rośnie do tej pory, a w pobliżu jeziora powstało ujęcie wody dla Młynnego, Kaczorówki i Pasierbca.

RABACJA W MŁYNNEM

W 1846 roku przez Galicję przetoczyła się straszliwa rabacja. Chłopi  uzbrojeni w kosy, sierpy i noże wędrowali od dworu do dworu i mordowali panów. Dzika zgraja dotarła również do Młynnego. Na "Słomianej" był dworek, przed którym rósł wielki świerk. Kiedy chłopi zbliżali się do dworku dziedzic ze swoją rodziną schował się na drzewie. Nikt ich nie zauważył. Ponieważ w dworze było ciemno, chłopi odeszli, któryś tylko ze złości uderzył siekierą w dębowe drzwi, po czym został na nich ślad od ciosu.